Ukraina- wróciliśmy wczoraj 09.02.2015 r. i oto kilka refleksji -wiele się mówi w mediach na ten temat. Bezpośrednie relacje ludzi mieszkających na tym terenie są szokujące i o dziwo nieco inne od oficjalnych. Można pomagać, wysyłać transporty z odzieżą, żywnością, środkami chemicznymi, można wysyłać pieniądze a nawet przygarniać uchodźców. Jednak mam pytanie co to zmieni? Czy w taki sposób możemy uratować ludzi, którzy nie mają sił ruszyć się z domu? Denerwują mnie rozmowy, …długie decyzje a w tym czasie giną niewinni ludzie. Czy kogoś interesuje życie kobiet i dzieci, które cierpią tylko dlatego, że komuś się spodobało mieć dojście do morza? Czy ktoś jest wstanie wymienić nazwiska i imiona osób które niewinnie, niespodziewanie zostały bestialsko zamordowane? Czy kogoś obchodzi fakt, że z głodu umierają ludzie? Ktoś powie- tak, my rozmawiamy, dalej się zastanawiamy, dalej rozpatrujemy co jest najlepsze. Najlepsze dla kogo? Tych żywych, tych umarłych czy tych co mają swoje interesy? Nie mówię, żeby nie pomagać, naszym chrześcijańskim obowiązkiem jest nieść pomoc przychodniom, sierotom i wdowom. Pragnę zwrócić uwagę, że pomoc humanitarna jest ważna ale nie da zwycięstwa ani pokoju. Pomoc dla Ukrainy to rozwiązania, na które przeciętny człowiek nie ma wpływu, czyli szybkie i konstruktywne rozwiązania na wysokim szczeblu, zadowalające strony konfliktu. Zadawano mi pytanie czy wzięłabym broń do ręki i poszła na wojnę aby mordować swoich braci? Dobre pytanie czy wziąłbyś broń do ręki aby iść i mordować ( strzelać) do swoich braci, rodaków? Odpowiedzmy sami na to pytanie.
Słowa mają moc a modlitwa to potęga.
Niech nie myślą ci co są u steru, że nie ma silniejszych, bo jeden jest ten, który daje stery do rąk i je wytrąca a jest nim Bóg. I o tym również mówią ci co przeżyli, ufając Mu i modląc się gorliwie do Niego o pokój